„Nie zostaje mi czasu na pracę naukową”

Raport NOU o warunkach pracy osób ze stopniem doktora na polskich uczelniach

Zrzut ekranu 2016-04-03 o 21.22.40

O kondycji uniwersytetów pisze się zdecydowanie częściej niż ją bada. Dlatego właśnie powstał ten raport, opierający się na fragmencie badań prowadzonych przez Inicjatywę Badawczą Nowe Otwarcie Uniwersytetu.

W raporcie przyglądamy się sytuacji naukowców ze stopniem doktora, która może okazać się papierkiem lakmusowym stanu polskiej nauki i szkolnictwa wyższego.

Sytuacja i warunki pracy osób, które mają wpływ na wyobraźnię studentów i doktorantów, nie są znane społeczeństwu.

Mimo że praca na uczelniach kojarzy się z wolnością, to przyszłość doktorów drobiazgowo regulują plany, sylabusy oraz deklaracje co do efektów badań i dydaktyki.  Stąd powszechne w świecie nauki zainteresowanie tempem kariery i pracy, prędkością. W polskim systemie nauki doktorzy muszą przestać być zaledwie doktorami i stać się samodzielnymi pracownikami naukowymi w ciągu 8 lat.

Zasadniczo są więc „zabookowani”.

W ich przyszłości nie ma miejsca na zaskoczenie. Trudno wyobrazić sobie w niej radykalną zmianę.

Z kolei czas, który minął, nie jest zasobem, lecz etapem trajektorii przebiegu kariery, której zasadniczo zmienić się nie da. W nauce wiele wszak zależy od dotychczasowych osiągnięć.

Wraz z nierównym dostępem do środków, rozwiązaniami zniechęcającymi do współpracy, „kulturą strachu” i niedostatkiem demokratyzacji uniwersytetów, przekłada się to na poczucie braku samostanowienia i wpływu na własną sytuację.

Raport w formie dokumentu PDF do ściągnięcia tutaj.

raport NOU okładka

 

Relacja z protestu Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej

Protest odbył się 21.10.2015 roku w Warszawie, przed Pałacem Staszica, w którym mieści się PAN, pod pomnikiem Mikołaja Kopernika.

Miał formę performansu z wykorzystaniem książek, prac dyplomowych, kwiatów i koksownika. W punkcie kulminacyjnym aktorki wcielające się w Premier Kopacz niszczyły i paliły wytwory polskiej nauki.

KKHP tak pisze o powodach protestu w oficjalnym podsumowaniu:

Nasz happening podsumowuje osiem lat polityki rządu wobec polskich placówek naukowych. Fakty mówią same za siebie. Wyższe szkolnictwo w Polsce i placówki naukowe pogrążone są w głębokim kryzysie. Obecna polityka wobec nauki i szkolnictwa wyższego nie może być kontynuowana – niezależnie od tego, jakie partie obejmą rządy po wyborach.

Systemowe zmiany w nauce i szkolnictwie nie mogą czekać.

W proteście wzięli udział m.in. przedstawiciele Uniwersytetu Zaangażowanego, OPZZ i Partii Razem.

Pełen komunikat KKHP:

http://komitethumanistyki.pl/wydarzenia/relacja-z-protestu-pod-palacem-staszica-czy-nauka-pojdzie-z-dymem-21-pazdziernika-2015

Pakt dla nauki – rewizjonizm polskiej Akademii

Piotr Szenajch

16 czerwca 2015 roku w Warszawie Obywatele Nauki zaprezentowali swój plan naprawy polskich uczelni. Towarzyszyła temu dyskusja „Nauka i szkolnictwo wyższe po 2020 – jak zapobiec katastrofie?”, w której udział wzięli przedstawiciele najważniejszych instytucji polskiego systemu nauki. Przebieg dyskusji odsłania zaskakujące pokłady sposobu myślenia ludzi kształtujących ten system w ostatnich latach.

on prezentacja paktu1

Obywatele Nauki to inicjatywa, której siłą napędową jest grupa doktorek i doktorów habilitowanych około czterdziestki. W ciągu ostatnich trzech lat zorganizowała wiele ciekawych dyskusji o kondycji polskiej nauki. Przez cały ten czas, poczynając od mozolnych debat online, a kończąc na intensywnym wyjeździe warsztatowym w góry, opracowywała dokument „Paktu dla nauki”.

Na jego kształt wpłynęły też szerokie konsultacje i uwagi kilku innych stowarzyszeń zainteresowanych działaniem nauki.

Spotkanie, prawdopodobnie nie przez przypadek, odbyło się w ciężkiej od symboliki sali 17 Instytutu Historycznego UW, w której – jak nie omieszkał przypomnieć prowadzący je Łukasz Niesiołowski-Spano – „narodził się rewizjonizm”.

Grono obecnych nie było liczne, ale wpływowe – co dodatkowo podkreślał podział sali na VIP-ów i publiczność. Organizatorzy włożyli wiele trudu w to, by dostarczyć tekst i zaproszenie do najważniejszych instytucji polskiego systemu nauki i ich prominentnych zwierzchników. Stawili się między innymi dyrektor NCBiR, twórca i były dyrektor NCN, przewodniczący sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki, wiceprezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, przedstawiciele Państwowej Komisji Akredytacyjnej, Komitetu Polityki Naukowej, Prorektorka UW, doradca Prezydenta Komorowskiego ds. nauki. Spotkanie oficjalnie podsumowywał były wicepremier Jerzy Hausner.

„Pakt dla nauki” ma przystępną i lakoniczną formę dokumentu policy study. Rozdziały podzielono na cele, bariery i proponowane rozwiązania. Dokument odnosi się w ten sposób do obszarów problemowych takich jak: finansowanie nauki, szkolnictwo wyższe, współpraca nauki i biznesu, modele kariery naukowej (w tym kwestia doktorantów), popularyzacja nauki, otwarty dostęp w nauce, etyka i dobre praktyki w instytucjach naukowych, czy status Polskiej Akademii Nauk.

W dokumencie proponowanych jest wiele rozwiązań potrzebnych i obiecujących, ale też niejedno kontrowersyjne. Co istotne, Obywatele zaznaczają „modułowy” charakter proponowanych rozwiązań, przez co rozumieją, że poszczególne z nich można wprowadzać niezależnie od siebie i stopniowo. Zastrzeżenie owo ma tę jeszcze ważną zaletę, że pozwala wymigać się z kilku ważnych niespójności postulowanych rozwiązań – co w dyskusji zostało wypunktowane (niespójności te musiały być trudne do uniknięcia z uwagi na proces powstawania dokumentu – pracy zespołowej osób o bardzo różnym zapleczu i też poglądach społeczno-politycznych, co zostawiło na dokumencie ślady).

Moderator dyskusji nalegał, by wyłączyć z niej zwyczajowe narzekania na bolączki nauki, na skupienie się na samym Pakcie i wreszcie na podział dyskusji na dwie tury:

1. z czym się w Pakcie nie zgadzasz? oraz

2. wprowadzenie którego postulatu może najwięcej zmienić na lepsze?

Dyskusja o poetyce

Zgromadzeni na sali luminarze zgadzali się co do tego, że Pakt wskazuje ogólnie słuszny kierunek. Z rzadka jednak precyzowali od czego należy zacząć wprowadzając zmiany w życie. Bardziej rozbudowane były głosy krytyczne.

Według profesora Jajszczyka, byłego dyrektora NCN, realizacja postulatów ON nie rozwiąże problemów i przypominałaby próby „naprawiania socjalizmu”. Przez co rozumie, że nie doprowadzi ona do przełomu, który by pozwolił uniknąć „pułapki średniego rozwoju”.

Profesorowi Boleckiemu z FNP nie podobała się poetyka raportu. Według niego przypomina „anachronicznie napisany” „zbiór pobożnych życzeń” i co gorsza „wyważanie otwartych drzwi”, ponieważ nie odnosi się do licznych wcześniejszych opracowań tego typu. Oczekiwałby od ON raczej promowania konkretnych zapisów i rozwiązań. Zostało to szybko skontrowane w dyskusji wyliczeniem, że szczegółowych rozwiązań „Pakt” proponuje 250. W dodatku większość z nich nie wymaga znacznego podwyższania nakładów. Łukasz Niesiołowski-Spano musiał też w innym momencie dyskusji przypomnieć, że to nie zatroskani obywatele są od precyzowania zapisów ustaw i rozporządzeń.

Kuriozalna była wypowiedź szefa ekspertów odpowiedzialnego za niesławny raport Ernst & Young i Instytutu Gospodarki Rynkowej: stwierdził, że żałuje, że kompetencje osób, które w tym i tego typu zespołach pracowały nie zostały wykorzystane przy pisaniu „Paktu” ON. Zdaje się nie dostrzegać, że na dokumenty policies oprócz wiedzy i doświadczenia wpływa pewna wrażliwość społeczna i etyczna. Wydaje się ona być odmienna u neoliberalnych ekonomistów, którzy wpłynęli na reformę Kudryckiej. Pakt ON odpowiada po części na problemy (jak niestabilność zatrudnienia młodych naukowców), które reforma Kudryckiej zintensyfikowała.

Janusz Bujnicki, członek ON, który konsultował „Pakt”, ale na spotkaniu występujący jako członek Komitetu Polityki Naukowej, ciała doradczego Ministra Nauki, stwierdził, że działania środowiska (w domyśle także „Pakt”) za bardzo skupiają się na tym, żeby naukowcom było lepiej, a za mało na wspieraniu i identyfikacji doskonałości naukowej. Można się z tym zgodzić, jednak dziwne to stwierdzenie w kontekście fatalnych podstawowych warunków pracy, z jaką ma do czynienia obecnie większość pracowników naukowych i doktorantów. Prawdopodobnie naukowcy woleliby angażować się w swoje badania niż w protesty, ale nie jest to łatwe bez biurka i pensji.

Poseł Piotr Bałć, sam mając zaplecze akademickie, wygłosił w swym wystąpieniu zadziwiającą formułę: „nie może być tak, że uczelnia ma sobie autonomię, a środki dostaje z boku”. Należy to najwyraźniej rozumieć tak, że w zamian za publiczne finansowanie widziałby jeszcze większy wpływ administracji rządowej na to co dzieje się w uczelniach.

Niemożność potentatów

Zaskoczył też swymi wypowiedziami wiceminister Włodzisław Duch: w Ministerstwie wszyscy są świadomi, że nakłady na naukę są skandalicznie niskie. Wynika to z odwiecznej i powszechnej w wielu państwach walki ministra nauki z ministrem finansów, o „wyrwanie” środków. Minister Duch narzeka, że nie ma czasu, środków, zasobów, ludzi i tak dalej, by rzeczywiście coś zmienić. Można zadać pytanie: kto więc ma czas i środki, jeśli nie minister prawie 40 milionowego kraju Unii Europejskiej? Jerzy Hausner skomentował tę wypowiedź w swym podsumowaniu: „na ministrów wszak wołami nie ciągną”.

Zastanawiająca jest ta niemożność przebijająca raz po raz z wypowiedzi najbardziej wpływowych ludzi polskiej nauki. Nic nie da się zdziałać, na nic nie ma środków, wszystko to zbyt powikłane, oporne i niewywrotne. W czym przodują osoby o największej władzy i z największych instytucji. Zdumiewa ten brak podmiotowości, rozmycie odpowiedzialności, brak decyzyjności. Nie mowa wszak o walce peryferyjnych rządów z globalnym upłynnieniem kapitału, ale o administrowaniu publicznymi instytucjami w skali lokalnej i krajowej oraz o negocjacjach miedzy resortami wewnątrz jednego rządu. Gdzieś w tle jest temat, o którym nikt w debatach o nauce nie chce wspominać: polityka podatkowa, w kraju rządzonym na zmianę przez dwie partie konserwatywnych neoliberałów, o jednym z najmniejszych klinów podatkowych w UE.

Kto trzeba by?

Anna Giza-Poleszczuk, prorektorka UW, Beata Chmiel z Obywateli Kultury i Jerzy Hausner, każdy na swój sposób, podejmowali ten wątek: autorzy Paktu, podobnie jak tuzy na tej sali, rzucają postulaty, powtarzając „trzeba by”. Ale należy dodać „Kto trzeba by?” – jak ujęła to Beata Chmiel. Dodała, że Pakt powinien mieć drugi tom, w którym autorzy zasugerowaliby jak, kiedy i kto powinien zająć się wprowadzaniem w życie tych rozwiązań. Jerzy Hausner zasugerował polityczny pragmatyzm: zacząć od wyboru postulatów, wokół których panuje najszerszy konsensus, następnie budować dla nich poparcie i szukać sojuszników.

Mówiąc o sojusznikach, Aleksander Temkin z Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej zadeklarował zgodę co do 3 dużych rozdziałów Paktu, w tym: modelu kariery, otwartego dostępu i kodeksu etycznego. W szczególności zaś co do konieczności odejścia od „pogłównego”, wyższego wartościowania przez algorytm dotacji małych grup studenckich, elastycznego przechodzenia między karierą dydaktyczną a naukową. Nie podobają się Komitetowi wizja menadżeryzacji uczelni, którą dostrzegają w Pakcie i model finansowania zakładający hierarchizację uczelni, w czym widzą „wyrzucenie mniejszych uczelni za burtę”.

Warto zauważyć, że miedzy działaniami Komitetu a Obywateli Nauki zaszła w ostatnich miesiącach minionego roku akademickiego – jak pokracznie mówią ekonomiści – pewna konwergencja. Spektakularne uliczne protesty, walka o uwagę mediów i mobilizacja środowiska przez Komitet zdawały się być jedynym, co przyciągnie uwagę rządu do rozwiązań dopracowanych przez Obywateli, prezentujących styl bardziej koncyliacyjny i ekspercki.

Menadżerski czy demokratyczny?

Przepadł w dyskusji, niepodjęty przez naukowców głos studentów Uniwersytetu Zaangażowanego: o tym, że zmiany na uniwersytecie powinny następować bardziej demokratycznie, w wyniku szerokiej dyskusji i konsensusu. Sam uniwersytet powinien zaś działać jak solidarna wspólnota, a nie jak korporacja. Głos dwudziestokilkuletniej studentki brzmiał niczym pochodzący z innego świata przy grzmiących stwierdzeniach takich, jak to, Włodzimierza Boleckiego, że uniwersytet nigdy nie był i nie powinien być demokratyczny, ale kształtowany przez wybitnych uczonych. Natomiast rektor powinien móc arbitralnie mianować dziekanów wydziałów, niczym premier ministrów – to brak tego właśnie rozwiązania widzi jako najpilniejszą bolączkę polskiej nauki.

Ostatnią rzeczą, którą dała się zapamiętać z dyskusji, jest znów zastanawiający u dobrze ubranych i wpływowych dżentelmenów o siwych skroniach radykalizm i rewolucyjna retoryka. „Radykalizm”, „rewolucja” – to słowa, które padały wielokrotnie wprost na nazwanie tego, czego potrzeba polskiej akademii, a na tle czego postulaty ON określane były jako błahe i nie dające szans na dogonienie pierwszego świata.

Z czym się nie zgadzasz? Wprowadzenie którego postulatu może najwięcej zmienić na lepsze?

on prezentacja paktu2

„Pakt dla nauki” warto przeczytać i przemyśleć, bo nie często zostaje wykonana tak duża praca – oddolna i obywatelska – na rzecz sformułowania problemów i interesów własnego środowiska. Warto go także skomentować i „podać dalej” – kontynuować tę dyskusję, do której podjęcia niekoniecznie poczują się zobowiązani najpoważniejsi decydenci. Tym bardziej, że nie zanosi się na to, by dokument ten prędko się zdezaktualizował.

Tekst Paktu można pobrać stąd.

***

Postscriptum, 3 miesiące po prezentacji dokumentu:

Są jednak pewne oznaki, że „Pakt” ktoś czyta:

W ostatnim dniu września, 25 dni przed wyborami parlamentarnymi 2015 roku, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego opublikowało dokument pt. „Program rozwoju szkolnictwa wyższego i nauki na lata 2015 – 2030”, w którym da się odczytać obietnicę realizacji części podnoszonych przez ON oraz KKHP postulatów.

Z głosów tych korzysta też garściami „9 tez dla nauki” – część programu wyborczego Partii Razem.

Wykład okupacyjny pod Ministerstwem Nauki

Studenci i naukowcy zaprotestowali przeciwko zignorowaniu przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego postulatów popartych przez 70 instytutów naukowych z całej Polski. W zaimprowizowanej sali wykładowej przemówienia wygłosili profesorowie Andrzej Leder, Przemysław Czapliński, Małgorzta Jacyno i Ewa Graczyk. W wydarzeniu pod hasłem „Korepetycje dla Ministerstwa” uczestniczyło kilkaset osób.

Zapraszamy do przeczytania szkiców wystąpień trojga spośród wykładowców (choć mówcy, zainspirowani energią barykad wygłosili przemówienia bardziej spontaniczne). Prezentujemy także fotoreportaż z wydarzenia autorstwa Piotra Szenajcha.

Andrzej Leder, Instytut Filozofii i Socjologii PAN

Spór o Uniwersytet

Spór o Uniwersytet kryje w sobie spór o model społeczeństwa, w którym będziemy żyli. Uniwersytet, szczególnie uniwersytet publiczny, powinien być – i jak na razie jest – miejscem, w którym realizuje się model równościowy i emancypacyjny. Dotyczy to badań i refleksji naukowej, promieniuje jednak na całą społeczność, w której wspólnota akademicka się mieści. Jednak zastosowanie tego modelu tylko w kilku najsilniejszych ośrodkach akademickich, mieszczących się w wielkich aglomeracjach Warszawy, Krakowa, Poznania, może jeszcze Wrocławia czy Katowic, idąca za tym zgoda na powolną degradację ośrodków mieszczących się w miastach słabszych demograficznie czy ekonomicznie prowadzi do tego, że ogromna część polskiego społeczeństwa w ogóle nie będzie miała okazji by spotkać się z tego rodzaju wpływem, jaki ma dobrze funkcjonująca wspólnota uniwersytetu. Wydaje się, że polityka, która naukę traktuje wyłącznie jako element potencjalnie wzmacniający wzrost PKB – jesteście po to, by wywmyślać grafeny – pomijając calkowicie społeczną i kulturową funckję akademii, godzi się – z całym szacunkiem dla grafenów – na myślową degradację ogromnej części wspólnoty. To zaś znaczy, że świadomie czy nie, zakłada hierarchiczny model tej wspólnoty, model, który ja nazywam „folwarcznym”. Wąska, sympatyczna i nowoczesna elita ma rządzić pozbawioną narzędzi krytycznych większoscią. Nie rozumiejąc chyba, że konsekwencją tego jest ostatecznie zawsze ślepy, bezrozumny protest.

Problem w tym, że mentalność folwarczna nie dotyczy tylko tych, którzy rządzą, ona jest odzwierciedlana przez rządzonych. Przede wszystkim przez obojętność, z jaką sprawy myślenia, edukacji, akademii, traktuje duża część społeczeństwa i upowszechniające jej opinie media. Ale również przez zepchnięte do defensywy środowiska akademickie, które przyjmują to, że jedyna dyskusja o przyszłości szkolnictwa wyższego prowadzona jest na poziomie rozważań, czy uniwersytet kształci adekwtnie do potrzeb międzynarodowych koncernów, działających w Polsce, nie zadając pytania, jak trzeba zmienić cały model społeczny, wraz z rynkiem pracy, by ludzie wykształceni mięli w nim swoje miejsce.

Małgorzata Jacyno

Uniwersytet a nierówności

W programie reform nauki i szkolnictwa wyższego nie mówi się o równości, choć reforma szkolnictwa zawsze dotyczy równości szans i jest krytycznym momentem, zarówno jeśli chodzi o praktykowanie demokracji, jak i szeroko pojętą modernizację. Trudno odmówić racji tym, którzy zwracają uwagę na jałowy język menedżeryzmu, jakim przemawia Ministerstwo. Uważna lektura dokumentów pokazuje jednak, że niektóre slogany mają swoje rozwinięcie w różnych dokumentach. Można w nich przeczytać m.in., że program nauczania powinien być dostosowany do „możliwości najsłabszego studenta”. Program budowania społeczeństwa opartego na wiedzy – jak wynika z uściślenia Ministerstwa, chodzi o wiedzę najsłabszego studenta – nie sprzyja wbrew pozorom równości szans. Dowodzi natomiast słabości władzy, która usiłując bezpośrednio i dosłownie powiązać kształcenie z rynkiem pracy, pokazuje, że nie chce sama zagwarantować wartości wydawanych przez siebie dyplomów. Powiązanie kształcenia z rynkiem sprawia, że z większą siłą ujawniają się mechanizmy reprodukcji społecznej. Dymisja państwa powoduje, że rosną i tak większe szanse tych, którzy posiadają kapitał kulturowy dający lepszą orientację w polu edukacji (coraz bardziej chaotycznym, bo poszerzanym o „modne”, a niekoniecznie prestiżowe i obiecujące kierunki studiów) oraz tych, których zasoby finansowe pozwalają na uwiarygodnienie dyplomów doświadczeniem wyjazdów stypendialnych i stażów.

Przemysław Czapliński, Zakład Antropologii Literatury Instytutu Filologii Polskiej UAM

Kryzys jako szansa

W ciągu piętnastu lat od 1989 roku w Polsce liczba studentów wzrosła prawie siedmiokrotnie (z 300 tysięcy do 2 milionów), liczba szkół wyższych – dziesięciokrotnie (z czterdziestu do ponad czterystu), a odsetek ludzi z wyższym wykształceniem – dwukrotnie (z niecałych siedmiu procent do trzynastu). Proces ten był związany z przejściem od elitarnego do egalitarnego modelu edukacji wyższej. Bez względu na ocenę jakości wykształcenia, jakie studenci otrzymywali w rozlicznych szkołach wyższych funkcjonujących poza największymi ośrodkami uniwersyteckimi, należy powiedzieć, że ludzie, którzy współtworzyli boom edukacyjny pierwszych dwóch dekad, są współtwórcami rozwoju gospodarczego. Zarówno kształcenie uniwersyteckie, jak i rozwój gospodarczy należały do wspólnego modelu modernizacji naśladowczej. Pożyczaliśmy, mówiąc krótko, gotowe rozwiązania od innych państw. Jednakże od schyłku pierwszej dekady XXI wieku obie sfery weszły w kryzys. W odniesieniu do uniwersytetu: maleje liczba studentów, likwidacji ulegają jednostki uniwersyteckie różnych poziomów (od kierunków, poprzez instytuty, aż po wydziały i całe szkoły), zablokowaniu uległ proces zatrudniania młodych pracowników. W odniesieniu do gospodarki mówienie o kryzysie wydaje się przesadzone lub nietrafne, skoro PKB rośnie. Jednakże istota kryzysu polega na tym, że Polska wchodzi w antynomiczny dryf rozwojowy, wynikający z braku pomysłu na dalszy ciąg. Przydatność modernizacji naśladowczej dobiega końca – wyczerpuje się sensowność kształcenia specjalistów, którzy sprawnie wykonują prace zlecone przez zagraniczne koncerny. Potrzebne jest wymyślenie modernizacji własnej. Być może jest to odpowiedni moment, by kryzys potraktować jako szansę. W ramach takiego odwrócenia zmniejszone grupy studenckie powinny zostać uznane za okazję do lepszego kształcenia, zredukowanie obowiązków dydaktycznych należy postrzegać jako okazję do swobodniejszego uprawiania nauki, a rozluźnienie administracyjnych nacisków powinno się uznać za warunek uniwersyteckiej wolności . Nie karać uniwersytetów za cudze błędy – tak chyba mógłby brzmieć punkt pierwszy nowego programu. Punkt drugi: ktoś musi wymyślić polską wersję modernizacji. Do tego trzeba zwiększonej dawki trzech rzeczy: nakładów finansowych ze strony państwa, autonomii uniwersytetu względem rynku, demokracji wewnątrzuczelnianej.

Teksty wystąpień umieszczono za zgodą autorów.

Postulaty antykryzysowe

Wczoraj, 3.02.2015 r., w Warszawie odbył się całodniowy kongres Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej.

Poniżej zamieszczamy ogłoszony wczoraj list otwarty zawierający zestaw postulatów Komitetu dotyczących finansowania polskiej nauki, który konsultowaliśmy i który popieramy. Postulaty poprało 70 instytutów i wydziałów z całej Polski, co stanowi bezprecedensowy po 1989 roku przykład mobilizacji i porozumienia środowiska naukowego na rzecz konkretnych rozwiązań.

[Akapity i wyróżnienia – nasze.]

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Bronisław Komorowski,
Prezes Rady Ministrów Ewa Kopacz,
Wiceprezes Rady Ministrów Janusz Piechociński,
Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Lena Kolarska-Bobińska,
Przewodniczący Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska Rafał Grupiński,
Przewodniczący Klubu Parlamentarnego Polskie Stronnictwo Ludowe Jan Bury,
Przewodniczący Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość Mariusz Błaszczak,
Przewodniczący Klubu Poselskiego Sojusz Lewicy Demokratycznej Leszek Miller

Obecny system finansowania Uniwersytetu, wiążący istotną część dotacji dla jednostek naukowych z liczbą studentów, jest nie do utrzymania. Nie sprawdzał się na długo przed zapaścią demograficzną. Obniżanie wymagań wobec studentów, przyjmowanie kandydatów bez egzaminów, a nawet bez spełnienia odpowiednich wymagań maturalnych na najbardziej wymagające kierunki, poddanie uniwersytetu zmiennym modom “rynku pracy”, inwestowanie w PR kosztem badań naukowych – o wszystkim tym opinia publiczna była wielokrotnie informowana. Dzisiaj utrzymanie „pogłównego” grozi nie tyle likwidacją poszczególnych instytutów, ile całych dyscyplin naukowych. Problemem znacznej części polskich uczelni, zwłaszcza uniwersytetów w mniejszych miastach, jest deficyt spowodowany różnicą między realnymi kosztami utrzymania uczelni a dotacją celową otrzymywaną z Ministerstwa. W czasie niżu demograficznego sposobem na zbilansowanie finansów uczelni stało się zamykanie niektórych kierunków studiów i zwalnianie pracowników. Taki sposób „rozwiązywania problemu” prowadzi do sukcesywnego kurczenia się uczelni, do zmniejszania jej potencjału naukowego, redukcji realnej oferty dydaktycznej dla studentów i kandydatów na studia, a ostatecznie do jej likwidacji. Wiele wskazuje na to, iż jest to świadoma polityka Ministerstwa, zmierzająca do zmniejszenia liczby uczelni zasługujących na miano uniwersytetu lub placówki badawczej, zdegradowania większości uniwersytetów regionalnych do rangi wyższych szkół zawodowych, a także do wprowadzenia odpłatności za wszystkie rodzaje studiów. Wzywamy Rząd od odstąpienia od tej antyrozwojowej polityki. Oczekujemy zmiany sposobu finansowania jednostek naukowych, które zapewnią ciągłość trwania zagrożonym instytutom i całym dyscyplinom i podniosą jakość dydaktyki i badań. Dotyczy to również PAN.

1. Konieczne jest stworzenie systemu bodźców finansowych, które zwiążą finansowanie jednostek z oceną prowadzonych w nich badań, innego niż obecny system parametryzacji. Umożliwiłoby to przetrwanie i rozwój pozametropolitalnych ośrodków naukowych; wiele ośrodków skłoniłoby na powrót do inwestycji w badania, nie w reklamę. Zmiana ta pozwoli na dużo więcej niż tylko na zachowanie status quo.

Wprowadzenie procedur promujących finansowanie przez instytuty nie tylko etatów dydaktycznych, lecz również badawczych i dydaktyczno-badawczych byłoby ruchem prawdziwie pro-jakościowym. W tym celu należy stworzyć w algorytmie dotacji podstawy dla wdrożenia systemu dwuścieżkowego dla każdego instytutu naukowego. Trzeba stworzyć instytutom możliwość przeliczania punktów uzyskanych dzięki prowadzonym w nich badaniom, publikacjom, konferencjom, uzyskanym patentom itd. na liczbę studentów. Neutralizacja czynnika demograficznego wymaga stworzenia w algorytmie takiej możliwości, by dana ilość wykonanej w jednostce pracy badawczej stanowiła ekwiwalent jednego studenta. Stworzenie w algorytmie odpowiedniego przelicznika który określoną liczbę studentów i doktorantów pozwalałby zastąpić pewną ilością pracy badawczej i organizacyjnej, umożliwiłoby powetowanie strat związanych z niżem demograficznym, jak i prowadzenie bardziej selektywnej polityki wobec kandydatów na studia, bez czego nie sposób myśleć o podniesieniu poziomu wykształcenia Polaków.

2. Biorąc pod uwagę fakt, że ok. roku 2020 spodziewany jest wzrost liczby absolwentów szkół średnich, istotne jest zachowanie potencjału dydaktycznego i naukowego instytutów, ponieważ jego odbudowa byłaby długotrwała i kosztowna, a być może nawet nierealna. Algorytm dotacji dydaktycznej powinien uwzględnić, że poszczególne kierunki, dysponując określonym stanem kadry i infrastrukturą, mogą zapewnić dobre kształcenie pewnej maksymalnej liczbie studentów, ale nie większej niż średnia, np. z ostatnich 5 czy 10 lat i stan ten powinien być podtrzymywany, nawet w obliczu spadku liczby studentów do 50 % limitu z poprzednich lat. Uwzględniać też należy zasadę, że dotacja nie będzie się zmniejszać, dopóki liczebność grup zajęciowych pozostaje w pewnych przedziałach dobranych ze względu na efektywność kształcenia. Kolejna zasada w algorytmie powinna zakładać, że pracownik naukowo-dydaktyczny zatrudniony jest na pełnym etacie nie tylko wtedy, gdy realizuje pensum dydaktyczne na obecnym poziomie, lecz także wtedy, gdy nie można mu przydzielić pełnej liczby godzin, ale przynajmniej 2/3 dotychczasowej wielkości.

3. Rzetelna ocena jakości badań wymaga wprowadzenia wielomodelowego systemu oceniania lub parametryzacji. Odgórne narzucanie, w imię urzędniczej wygody, jednego wzorca naukom społecznym, ścisłym, humanistyce i naukom technicznym prowadzi do osłabiania ich potencjału, jak i konfliktowania środowiska naukowego. Uznanie metodologicznych różnic między dziedzinami jest kwestią zdrowego rozsądku. Dlatego trzeba zrezygnować z karania socjologów, za to że nie są matematykami, ale i nie narzucać matematykom modelu naukowego socjologii, polonistyki czy mechatroniki. Wprowadzenie przelicznika jakościowego tylko o tyle będzie narzędziem naprawczym, nie zaś polem walki między naukowcami-lobbystami czy wręcz kolejnym narzędziem niszczenia mniej zaradnych dyscyplin w walce o skąpą dotację, o ile równolegle z jego wprowadzeniem wydane zostanie rozporządzenie Ministerstwa ustanawiające wielość modeli oceniania badań dla odpowiednich gałęzi nauk.

Postulujemy jednocześnie, by wszędzie, gdzie tylko pojawi się konieczność wprowadzenia elementów systemu recenzyjnego (zarówno w naukach społecznych, humanistyce, jak i w naukach podstawowych) wprowadzić na wszystkich poziomach zasadę pełnej jawności; zamieszczania wszystkich recenzji w internecie, łącznie z obowiązkową odpowiedzią autora oraz możliwością dyskutowania recenzji przez wszystkich członków wspólnoty naukowej.

Przygotowywane przez Rząd rozwiązania nie oferują perspektywy wyjścia z kryzysu i podniesienia poziomu polskiej nauki. Projekt wyłonienia jednostek wiodących finansowanych kosztem słabszych ośrodków nie jest reformą projakościową, lecz pro-oszczędnościową. Co więcej, są to oszczędności krótkoterminowe i krótkowzroczne. Nie słyszymy dziś od Rządu obietnicy, że najlepsi będą dostawać więcej – mamy zapowiedź, że największe i najsilniejsze ośrodki będą finansowane kosztem słabszych. Występujemy o uwzględnienie w dotacji poziomu prowadzonych w instytutach badań. Jesteśmy za stworzeniem systemu bodźców skłaniających do podniesienia poziomu badań. Nie można przedstawiać projektu degradacji większości ośrodków na rzecz paru ośrodków wiodących, obcięcia funduszy pozametropolitalnych ośrodków na rzecz metropolii jako reformę mającą podnieść stan nauki polskiej. Najlepsze uniwersytety staną się obciążeniem dla reszty, nie zaś kołem zamachowym, które pozwoli na podniesienie poziomu życia akademickiego w Polsce. Rozwiązaniem zaistniałej sytuacji nie jest odgórne decydowanie o tym, które ośrodki akademickie są ważniejsze dla życia naukowego i kulturalnego kraju, ale wprowadzenie takiej polityki finansowania ze względu na jakość, która spowodowałaby, że słabsze ośrodki równałyby do mocniejszych.

Domagamy się systemu finansowania, który wymusi na jednostkach naukowych podwyższenie poziomu prowadzonych w nich badań, w taki sposób, aby została zachowania ich ciągłość instytucjonalna w czasie niżu demograficznego, nie zaś systemu, który ostatecznie uniemożliwi prowadzenie badań w jednostkach mniejszych i nie-wielkomiejskich lub prowadzących mniej popularne kierunki studiów.

Zignorowanie kolejnego wystąpienia świata naukowego nie pozostawi już Uniwersytetowi innej drogi niż protesty.

Polskie Towarzystwo Socjologiczne
Wydział Teologiczny Chrześcijańska Akademia Teologiczna
Instytut Filologii Polskiej Katolicki Uniwersytet Lubelski
Instytut Historii Sztuki Katolicki Uniwersytet Lubelski
Instytut Leksykografii Katolicki Uniwersytet Lubelski
Wydział Nauk Humanistycznych Katolicki Uniwersytet Lubelski
Komitet Nauk Pedagogicznych Polska Akademia Nauk
Instytut Filologii Romańskiej Uniwersytet Adama Mickiewicza
Instytut Filozofii Uniwersytet Adama Mickiewicza
Instytut Historyczny Uniwersytet Adama Mickiewicza
Instytut Kulturoznawstwa Uniwersytet Adama Mickiewicza
Instytut Prahistorii Uniwersytet Adama Mickiewicza Instytut Socjologii Uniwersytet Adama Mickiewicza
Wydział Filologiczny Uniwersytet w Białymstoku
Wydział Fizyki Uniwersytet w Białymstoku
Wydział Historyczno- Socjologiczny Uniwersytet w Białymstoku
Instytut Archeologii Uniwersytet Gdański
Instytut Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa Uniwersytet Gdański
Instytut Politologii Uniwersytet Gdański
Instytut Slawistyki Uniwersytet Gdański
Katedra Filologii Klasycznej Uniwersytet Gdański
Wydział Filologii Uniwersytet Gdański
Wydział Nauk Społecznych Uniwersytet Gdański
Instytut Archeologii Uniwersytet Jagielloński
Instytut Filologii Klasycznej Uniwersytet Jagielloński
Instytut Religioznawstwa Uniwersytet Jagielloński
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytet Jagielloński
Instytut Filologii Polskiej Uniwersytet Jana Kochanowskiego
Instytut Historii Uniwersytet Jana Kochanowskiego
Wydział Humanistyczny Uniwersytet Jana Kochanowskiego
Wydział Nauk Społecznych Uniwersytet Jana Kochanowskiego
Instytut Archeologii Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego
Instytut Neofilologii i Lingwistyki Stosowanej Uniwersytet Kazimierza Wielkiego
Instytut Filologii Polskiej i Kulturoznawstwa Uniwersytet Kazimierza Wielkiego
Instytut Socjologii Uniwersytet Łódzki
Katedra Filologii Klasycznej Uniwersytet Łódzki
Wydział Filozoficzno-Historyczny Uniwersytet Łódzki
Wydział Matematyki i Informatyki Uniwersytet Łódzki
Wydział Nauk o Wychowaniu Uniwersytet Łódzki
Instytut Filologii Słowiańskiej Uniwersytet Marii-Curie Skłodowskiej
Instytut Fizyki Uniwersytet Marii-Curie Skłodowskiej
Instytut Socjologii Uniwersytet Marii-Curie Skłodowskiej
Instytut Historii i Archiwistyki Uniwersytet Mikołaja Kopernika
Instytut Literatury Polskiej Uniwersytet Mikołaja Kopernika
Instytut Socjologii Uniwersytet Mikołaja Kopernika
Wydział Humanistyczny Uniwersytet Mikołaja Kopernika
Instytut Filozofii Uniwersytet Opolski
Instytut Fizyki Uniwersytet Opolski
Wydział Prawa Uniwersytet Opolski
Instytut Historii Sztuki i Kultury Uniwersytet Papieski Jana Pawła II
Wydział Filozoficzny Uniwersytet Papieski Jana Pawła II
Instytut Filologii Polskiej Uniwersytet Pedagogiczny
Wydział Pedagogiczny Uniwersytet Pedagogiczny
Instytut Filozofii Uniwersytet Szczeciński
Instytut Politologii i Europeistyki Uniwersytet Szczeciński
Wydział Filologii Uniwersytet Śląski
Wydział Pedagogiki i Psychologii Uniwersytet Śląski
Instytut Socjologii Uniwersytet Rzeszowski
Instytut Filologii Polskiej Uniwersytet Rzeszowski
Instytut Filozofii Uniwersytet Warmińsko-Mazurski
Instytut Muzykologii Uniwersytet Warszawski
Instytut Studiów Regionalnych i Globalnych Uniwersytet Warszawski
Instytut Filozofii Uniwersytet Wrocławski
Instytut Germanistyki Uniwersytet Wrocławski
Instytut Kulturoznawstwa Uniwersytet Wrocławski
Instytut Socjologii Uniwersytet Wrocławski
Instytut Filologii Polskiej Uniwersytet Zielonogórski
Instytut Filozofii Uniwersytet Zielonogórski
Instytut Historyczny Uniwersytet Zielonogórski
Instytut Politologii Uniwersytet Zielonogórski
Instytut Socjologii Uniwersytet Zielonogórski

Nie tnijmy uniwersytetów do kości

Stanowisko inicjatywy Nowe Otwarcie Uniwersytetu w sprawie praktyki trash-can
podwykonawstwa na publicznych uczelniach

W związku z artykułami na temat stosowania praktyki podwykonawstwa na publicznych uczelniach wyższych chcieliśmy wyrazić solidarność zarówno z oszukanymi sprzątaczkami z Poznania, z niezliczonymi polskimi pracownikami zmuszonymi do godzenia się na niekorzystne dla nich warunki pracy, jak i z odruchem działaczy Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej, którzy postanowili dowiedzieć się jak wygląda sytuacja na uczelni, z którą są związani, oraz publicznie domagać się od tej uczelni wysokich standardów zatrudniania.

Dostrzegamy analogię pomiędzy praktykami stosowanymi w zatrudnianiu pracowników na stanowiskach obsługi z praktykami stosowanymi w stosunku do naukowców: zatrudnianiu na niepełne etaty, kontrakty krótkoterminowe (nieraz wielokrotnie przedłużane, przy omijaniu prawa – sytuacja adiunktów) lub tylko w razie pozyskania zewnętrznych środków, wreszcie przy niskich wynagrodzeniach. Przy tym sytuacja osób na stanowiskach obsługi budynków jest oczywiście nieporównywalnie gorsza.

Za tymi złymi warunkami pracy idzie gorsza jakość pracy, ale przede wszystkim poważne, długoterminowe koszty społeczne, które nie uzasadniają krótkoterminowych oszczędności publicznych instytucji.

Te praktyki, choć bardzo różne, biorą się z tej samej logiki przerzucania kosztów działania instytucji i systemu, w którym ona funkcjonuje, na pracowników, szczególnie tych o najsłabszej pozycji.

Logika ta jest oczywiście zmorą nie tylko uniwersytetów, ale uczelnie publiczne powinny podtrzymywać i przywracać  etyczne standardy zatrudniania i tym samym być przykładem dla innych uczelni, całego sektora publicznego, instytucji prywatnych, a przede wszystkim dla studentów.

W szczególności mogłoby to odbywać się:

– poprzez unikanie korzystania z usług firm zewnętrznych i zatrudnianie pracowników w sektorach rynku wyjątkowo narażonych na złe standardy pracy, jak właśnie obsługa budynków, sprzątanie czy ochrona.

– w razie konieczności zamówienia usług w firmach zewnętrznych, poprzez wymaganie od firm startujących w przetargu zatrudnienia na umowę o pracę (zgodnie z nowelizacją ustawy Prawo zamówień publicznych obowiązującą od 19 października 2014 roku, Art. 29 ust. 4. pkt 4. ujednoliconej ustawy) i zarazem opłacania pracowników na poziomie przynajmniej minimalnego wynagrodzenia.

– wreszcie, poprzez bezwzględne przestrzeganie przez same uczelnie zatrudniania pracowników na umowę o pracę w sytuacjach spełniających ustawową definicję stosunku pracy (Art. 22. §1. Kodeksu Pracy).

Apelujemy do rektora UW o przyjrzenie się jak wygląda obecnie sytuacja w poszczególnych jednostkach i o upublicznienie informacji na ten temat.

Chcieliśmy ponadto podkreślić, że brak wyczulenia zarządzających na standardy pracy nie jest kluczową przyczyną złej sytuacji osób pracujących na uczelniach publicznych – jest nią raczej niski na tle krajów UE poziom finansowania tych uczelni z budżetu państwa.

Z kolei jako wymagającą najpilniejszej interwencji przyczynę złej sytuacji pracowników na szerszym rynku pracy musimy wskazać nieudolność, niedostateczne uprawnienia, a prawdopodobnie także ciche przyzwolenie publicznych instytucji kontrolujących rynek pracy na nadużywanie w Polsce umów cywilnoprawnych w sytuacjach spełniających ustawową definicję stosunku pracy.

Nowe Otwarcie Uniwersytetu

Oświadczenie przekazane redakcjom Gazety Wyborczej i Dziennika Gazety Prawnej 1.12.2014 r.

Czemu naukowcy (też) są biedni?

why aristis are poorW sobotę 8 listopada odbędzie się konferencja Wolnego Uniwersytetu Warszawy  „POLE SZTUKI JAKO FABRYKA SPOŁECZNA” (polecamy, zapowiada się bardzo dobrze, więcej informacji tu).

Wśród mówców na konferencji znajdzie się m.in.  holenderski ekonomista, prof. Hans Abbing.

Dzięki  jego książce pt. „Why Are Artists Poor?” możemy zrozumieć kilka ważnych powodów why scientists are (also) poor.

Akademia też w dużej mierze funkcjonuje wg normatywności „sfery daru” (towarzyszącej finansowaniu wg stypendiów, subsydiów, grantów, darowizn) ukształtowanej w opozycji do sfery rynkowej. (Ową normatywność można wskazać jako jedno ze źródeł oburzenia akademików – nam nieobcego – na komercjalizację uczelni, ale też jako źródło konserwatywnego języka krytyk neoliberalnych reform uniwersytetu.)

Nauka, podobnie jak sztuka obłożona jest sacrum i cieszy się wysokim statusem w społeczeństwie – których jednak trwałość, jak dodałby Abbing, uzależniona jest od obfitości strumienia „darów”, które do uniwersytetów płyną. Podobnie jak artystów, naukowców obowiązuje wymóg bezinteresowności, który związany jest z tym normatywnym zaprzeczeniem ekonomii. Podobnie, w obu sferach działa logika „zwycięzca bierze wszytko” i podobnie większość adeptów obu pól społecznych de facto finansuje swą naukową lub artystyczną działalność z zewnętrznych źródeł i zasobów (o czym się nie mówi). Jednak do obu pól nieprzerwanie ciągną liczne rzesze nowych adeptów. To z kolei związane jest z zestawem trudno uchwytnych i rzadko nazywanych głośno nagród, zwykle nie pochodzących ze sfery ekonomi, jakie w pewnym stopniu kompensują brak lub niski poziom wypłat.

Zachęcamy do c.d. interpretacji na własną rękę, przy lekturze książki.

Do pobrania bezpłatnie, bo w wolnym dostępie, stąd.